Ostatnio dużo przerabiam w temacie wdzięczności. Jej brak powoduje że skupiam się na sobie i na tym czego chcę. Zaczynam wiązać ludzi swoimi oczekiwaniami, jeśli coś nie jest po mojej myśli zaczynam się denerwować i irytować. Całkowicie zaczynam zapominać o tym, że są wokół mnie ludzie którzy są dla mnie ważni. A to przecież wdzięczność sprawia, że jestem szczęśliwy a nie na odwrót.. mógłbyś mieć cały świat na swoją własność a nie potrafić tego docenić. Myślę, że ważnym krokiem jest to by postanowić sobie, że będę dziękował za wszystko co mam. Może najlepiej spisać to na liście? Przecież jest tyle rzeczy.. jest tyle rzeczy o których inni by mogli tylko pomarzyć. Trudno jest wypowiadać dobre słowa nad złymi okolicznościami. Trudno jest patrzeć na dobre strony w sytuacji w której nie widać wyjścia. Wierzę w to, że nawet wtedy gdy ja nie widzę wyjścia jest ktoś kto je widzi. Jest ktoś komu mogę ufać bezgranicznie. Wiem, że jestem nieufny i potrzebuję dużo czasu do tego by dać komuś wejść do swojego życia w głębsze jego sfery, ale jest ktoś komu nawet nie muszę nic tłumaczyć. Zanim powiem słowo Bóg już zna całe zdanie. Gdy zaczynam dziękować i dostrzegać w końcu co mam, wzbudza to we mnie radość. Nagle problemy stają się mniejsze. Dostrzegam to że nie jestem sam. Potrafię się cieszyć nawet w złych okolicznościach życiowych. Może warto częściej się zatrzymać i o tym pomyśleć? A najważniejsze dla mnie chyba staje się to, że widzę ludzi którzy mnie kochają i są wsparciem. Dlaczego wcześniej wydawało mi się, że ich nie ma? Dlaczego wcześniej wydawało mi się, że nie mam nic? Dlaczego daję się okradać? Dlaczego jednego dnia potrafię czuć się szczęśliwy a zaraz potem następnego dnia potrafi mnie ogarnąć smutek… Dlaczego wierzę komuś kto mnie nienawidzi… Dziękuję za wszystko co mam.